13 maja 2025, wtorek


Wczorajszą debatę prezydencką śledziłem głównie tekstowo, tekstowo-obrazowo, wreszcie – w pewnym zacnym krakowskim przybytku upodlenia – obrazowo i z dźwiękiem. Widząc twarz jednego z Kandydatów przypomniały mi się trzydniówki Witkacego. Cóż to takiego? Oddajmy głos Aleksandrowi Watowi:

„Brud nieprawdopodobny, cuchnęło straszliwie. Wszędzie bety rozłożone na podłodze, jakieś pierzyny. Bielizna pościelowa, która chyba rok nie widziała pralni. Oni cuchnęli z brudu. I tam zamykano się na trzydniówkę, przez trzy dni chleb, kiełbasa i wóda”.

*  *  *

Ciekawe, co o twarzy Kandydata, szczególnie pod koniec debaty, powiedziałby Danton. Swoją brzydotę komentował, że jest ona niczym innym, jak „moją cierpką twarzą wolności”.

*  *  *

Marginesowo: Danton idący na gilotynę krzyczał: „Pokażcie moją głowę ludowi – jest tego warta!”. Wcześniej, krocząc tą samą drogą, wołał do Robespierra: „Pan będziesz następny!”. Nie pomylił się – Danton stracił głowę 5 kwietnia 1794, Robespierre 28 lipca 1794.

*  *  *

Ciekawym, do kogo by wołał Kandydat, że będzie następny, jeśli jednak przegra te wybory… I co każe pokazywać ludowi…

*  *  *

Wat, z tego co pamiętam, nie wytrzymał jednego dnia Witkacowej trzydniówki – uciekł przez okno. A Kandydat wytrzymał całą debatę! Jednakowoż (przepraszam Dantonie) głowy nie dam sobie uciąć, czy dziś rano, obudziwszy się, nie powtórzył za Stefanem Kisielewskim: „Nie mogę chodzić. Odpada więc ostatnia przyjemność, poza – jak mówił Witkacy – trzema bombami piwa na czczo”.

*  *  *

Chcącemu jednak, jak mówią, nie dzieje się krzywda – zawsze można zmienić zawód. Mickiewicz sfrustrowany kompletną klapą sprzedaży Pana Tadeusza w pierwszych tygodniach po wydaniu, miał z dąsem powiedzieć: „Więcej fraszków pisał nie będę!”. Słowacki z kolei, porzucając w 1831 roku zawód urzędnika, napisał w wymówieniu, że „obrał inne przeznaczenie”.

*  *  *

Ciśnie się na usta stara tragiczna prawda wypowiedziana przez Sándora Máraiego, że „Człowiek, który nie potrafi tworzyć, zmuszony jest pracować. Smutne, kiedy zmuszony jest pracować ktoś, kto potrafi tworzyć”.

*  *  *

W podekscytowaniu i nerwach, nie mam pojęcia czym spowodowanym, pani prowadząca debatę z ramienia TVP przekręciła imię kandydata Adriana Zandberga i zrobiła z niego Andrzeja. Furda to! Kiedyś to były przejęzyczenia, które naprawdę mogły ważyć. Na przykład w czasach, gdy spektakularną karierę robił teść owej pani z TVP. Przywołany wyżej Wat, będący korektorem „Czerwonego Sztandaru” w 1939 roku we Lwowie, pisał, że paranoicznie wręcz się bał, że puści w druku „Sralina” zamiast „Stalina”. Rozwałka pewna.

*  *  *

W pociągu relacji Warszawa-Kraków poczytywałem Historię Europy Benedetta Crocego, do której w polskim wydaniu wstęp napisał prof. Bronisław Geremek. Tu debata, tu Geremek, tu Kandydat. I nie wiem dlaczego przypomniało mi się stare powiedzonko: „Kiedy przychodzi półinteligent, to prowadzi swoich mistrzów na szubienicę”.

*  *  *

Debaty szczęśliwie za nami, ale tylko na ten moment. Przyglądając się wystąpieniom polityków, ekspertów, komentatorów i dziennikarzy pamiętajcie zawsze o uwadze starego Schopenhauera, który powiadał, że gdy „nie mamy czasu przyjrzeć się uważnie kto z dwóch rozmówców jest głupszy – wystarczy rachować, który ile razy powiedział słowo «ja». Ten, który mówił słowo «ja» częściej – jest głupszy”.

*  *  *

Skoro o głupich mowa. Czytałem ostatnio krótką historyjkę o tym, jak ministrem po zamachu majowym, którego wczoraj była rocznica, zostawał generał Sławoj Składkowski. Piłsudski wezwał go do siebie i w krótkich słowach zakomunikował: „Będziecie ministrem!”. Składkowski strzelił obcasami, krzyknął: „Tak jest!” i odmeldował się. W korytarzu znajomi generała zaczęli dopytywać: ale jakim, czego, ministrem? Na co skonfundowany Składkowski odpowiedział, że nie dopytał… Zameldował się jeszcze raz, stanął na baczność przed Komendantem, zapytał, a Piłsudski, nie odrywając wzroku od pasjansa: „Głupim ministrem!”.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga