5 maja 2025, poniedziałek


Jeden z dziekanów w korpusie moich przyjaciół – Mucha Wojciech, zwrócił mi wczoraj uwagę na marginesie moich refleksji o inteligencji, że po 1945 roku komuniści inteligencję, niemal natychmiast, zaczęli społeczeństwu zohydzać jako bankruta czasów minionych, wielkopańskich, złych i zepsutych, w których to inteligencja, odrealniona w swoich kawiarniach od życia i krzywdy ludu, także była odpowiedzialna za wyzysk i niedolę tego ostatniego. Prawda. Zaczęło się od wykładów na Uniwersytecie Łódzkim i książki prof. Józefa Chałasińskiego o społecznej genealogii inteligencji, w której – jak to zgrabnie ujął Andrzej Braun – Chałasiński „udowadniał, że ta inteligencja jest poszlachecka i właściwie taka z nieprawego łoża, ma poszlacheckie ciągoty, a w gruncie rzeczy jest czymś nieautentycznym”. W tym samym czasie Chałasiński otworzył na ten temat dyskusję na łamach „Kuźnicy”. Był to czas, okres 1946-1947, gdy komuniści pozwalali jeszcze toczyć takie – oczywiście odpowiednio ukierunkowane – debaty. Pułapka-teza została zatem przez Chałasińskiego nastawiona i jeden po drugim wpadali w nią i próbowali się następnie wydostać kolejni polemiści – Zawodziński, Litwin, Stawar, Kieniewicz, Górka, oczywiście mimowolnie dokładając i swoje cegiełki do budowli Chałasińskiego.

*  *  *

Główne uderzenie komunistów, Polaków poniekąd, szło jednak po linii zdekonstruowania etosu polskiej inteligencji, który dał o sobie znać i zapisał najpiękniejszą kartę podczas II wojny światowej, w szeregach Armii Krajowej i w Powstaniu Warszawskim. Co było fundamentem tego etosu? A właściwie – kto? Joseph Conrad i wszystkie wartości, którymi czernił papier swych książek. Zaraz zatem spuszczono ze smyczy… Kotta Jana i rozpoczęła się antyconradowa krucjata. Zaczęła się produkcja nie tylko obrzydliwych Popiołów i diamentów, ale i „uczonych” rozpraw na ten temat, rozpoczynała się jednym słowem – Hańba domowa.

*  *  *

Chałasiński, uderzając w szlachecką, czyli z perspektywy komunistów wiadomo jaką, genealogię polskiej inteligencji i obwieszczając jej bankructwo (czerwoni uwielbiali ten język kapitału), nie spojrzał rzecz jasna szerzej na problem głębokiego kryzysu inteligencji w ogóle, w którym znalazła się ona po II wojnie światowej. Musiałby bowiem dotknąć kwestii upadku intelektualistów, permanentnej La Trahison des Clercs, której świadkiem była pierwsza połowa XX wieku, zaangażowanie się myślicieli w nazizm i komunizm, aktywne wsparcie uczonych i wykształconych, nie tylko teoretyczne i na kartach książek, w ludobójstwo, Zagładę, obozy i łagry, eksperymenty medyczne, tworzenie pseudopraw. Na takie wolnomyślicielstwo w Polsce, gdzie właśnie rozkręcała się na dobre „rewolucja odwschodnia” miejsca nie było. A i prawdę powiedziawszy – wielu naprawdę tych spraw tak szeroko nie rozpatrywało…

*  *  *

Przypomniało mi się, że kiedyś czytałem relację, że w jakiejś francuskiej wiosce na wieść o bombie atomowej i Hiroszimie, zebrali się miejscowi chłopi i postulowali wyłapanie i powieszenie wszystkich fizyków.

*  *  *

Słówko jeszcze o dzisiejszej „inteligencji”, bo poruszony przeze mnie wczoraj temat wciąż pisze się sam. Ministra od szkolnictwa Barbara Nowacka skomentowała, w dniu matury z języka polskiego, problemy mieszkaniowe kandydata Karola Nawrockiego, używając przy tym bardzo dziwnej polszczyzny. Nie pierwszy to raz i zapewne nie ostatni pani Nowacka udowadnia, że w młodości sama ze szkołą i nauką musiała być raczej na wojennej ścieżce. Kaczmarski śpiewał w takich razach o „rumianych twarzach, których myśl żadna nie zaszczyca”. A w zvisie zwykle powiada się po prostu: „głupia, że aż miło popatrzeć”.

*  *  *

Skoro mowa o knajpach, to natknąłem się ongiś na taką sytuację. Podszedł facet do baru i zamówił pięćdziesiątkę „Staropolskiej”. Barmanka odpowiedziała, że niestety, ale „Staropolskiej” nie ma, jest to – tu wskazała ręką na półkę – co widać. I teraz dialog:

- Na pewno nie ma?

- No, mówię Panu – nie mamy. Tylko to, co na półce.

- Na pewno?

- Tak! Musi być akurat ta wódka?

- Tak… Bardzo mi na niej zależy.

*  *  *

Przywiązanie, prawdziwa przyjaźń – zaimponował mi. 

Komentarze

  1. Anegdotka o bombie atomowej i francuskich wieśniakach przepyszna! Będę rozpowszechniał.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga