6 maja 2025, wtorek

Kobiety chodzą po Plantach w kożuchach, mężczyźni napełnili trunkami piersiówki i pochowali po kilka po kieszeniach płaszczy i marynarek. W Krakowie wiosna.

*  *  *

Kampanię prezydencką, w której nie tyle mam swojego kandydata, co nade wszystko mam swojego antykandydata, obserwuję z dość dużego dystansu. Przyczyną tego jest to, że – parafrazując powiedzenie Zbigniewa Herberta o socjalizmie – „moją skromną i pokątną tajemnicą jest to, że nie wierzę w naprawienie Polski”.

*  *  *

Szlag mnie trafia, ergo sum.

*  *  *

Marek Wróbel, przeczytawszy moje refleksje o inteligencji, skomentował je następująco: „wynika, że inteligent to twórca i krzewiciel kultury oraz ducha. Nie wiem, czy pasuje to do funkcji transpondera obcych norm i wywoływacza poczucia niższości”. Wróbel dotknął problemu, który polskim elitom towarzyszy od kilkuset lat. I to na wszystkich możliwych polach życia państwa i narodu, od kwestii cywilizacyjnych i ideologicznych, przez politykę, kulturę, sztukę i literaturę, aż po obyczajowość. To co widzieliśmy po roku 1989, to co z takim natężeniem widzimy dzisiaj, gdy bramy nasze szturmują post-Polacy z unijną flagą, wpisuje się w długie dzieje sporu o pryncypium pomiędzy „obczyzną” a „swojszczyzną”, obcością a polskością.

*  *  *

Dziś na przykład w nocy poczytywałem wydaną początkiem Dwudziestolecia książkę Stefana Żeromskiego Snobizm i Postęp. W gawędzie tej Żeromski narzeka, że u młodych twórców, gdy tylko ziściła się Niepodległość, „Polska stała się niemodna”. I nie chodziło mu wcale o tępą propagandę, małej wartości patriotyczne dziełka, ale o to, że młodzi pisarze i poeci nie potrafili czy wręcz nie chcieli poszukać polskich tematów dla swej twórczości, które zewsząd według Żeromskiego podsuwał im fenomen odradzającego się państwa. Ich wzrok znowu, jak w wiekach przedrozbiorowych, wędrował na Zachód.

*  *  *

Toteż tytułowy u Żeromskiego Snobizm, to nic innego jak „postęp dusz wtórnych, jałowych, martwych w sobie, ryf, kołków”, to cudzoziemszczyzna, to naśladownictwo obcości. W innym miejscu: „gdy ktoś po kryjomu przemyci na targ warszawski, czy krakowski jakowąś nowostkę z zachodu, czy tam z wschodu”, to „wytworzy dookoła tego towaru rumor” i pojawia się „oryginalność”. Postęp, tu w rozumieniu zupełnie innym niż później nadali mu komuniści, a dziś liberałowie, to z kolei według autora Popiołów „postęp nieustanny, nieustępliwy przed niczym, dokładny, ściśle świadomy swego rozwoju i biegu, postęp, który się zaczął w naszej ojczyźnie z chwilą wyzwolenia jej z obcej niewoli”.

*  *  *

Zamieńmy w 2025 roku Żeromskiego Postęp na Rozwój – nieustanny, nieustępliwy przed niczym, dokładny, ściśle świadomy swego rozwoju i biegu… Jak to DZIŚ brzmi? Hę?

*  *  *

Co nam zatem robić? – że aż ciśnie się to klasyczne rosyjskie pytanie. Aleksander Wat pisał, że najlepszym środkiem na ból jest zarazem najskuteczniejszy środek na pluskwy – polubić! Ba! Pokochać!

*  *  *

A propos miłości. Profesor Władysław Konopczyński zamiast napisać – zakochałem się, stwierdził: „wychyliwszy się z nadobłocznych doktryn etycznych, spojrzałem na obszar gnuśności zalany odmętem – i zauważyłem osóbkę”.

*  *  *

Ładne. Dziś już takich uczonych endeków nie ma.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga