8 maja 2025, czwartek


Gdyby zwierzęta mordowały z premedytacją, to okazywałyby odruch ludzki – przypomniał mi się ten aforyzm Leca, gdy wczoraj wieczorem pojawiła się informacja o diabelskim mordzie na Uniwersytecie Warszawskim.

*  *  *

Piszę – diabelskim, bo trzeba nam nazywać rzeczy po imieniu. Bestialstwo, czyli rzecz przynależna zwierzętom, nie wynika z premedytacji, ale natury, jest przeto czymś poniekąd zrozumiałym, nawet akceptowalnym, skoro znamy reguły gry. To jednak, co potrafią wyprawiać ludzie nosi już cechy diaboliczne. Ja wiem, że wyparliśmy istnienie diabła z powszechnej świadomości, ba, z wolna jego obecność wypiera nawet religia, teologia. Tymczasem on jest i ma się dobrze. Notabene Czesław Miłosz bardzo odczuwał obecność diabła w świecie, podobnie Aleksander Wat – ten drugi to już wręcz namacalnie. Warto sięgnąć do Mojego wieku Miłosza i Wata, to czytając Watowe wynurzenia o komunizmie i Sowietach sami poczujemy zapach siarki. U Kafki podobnie. Autor Procesu i Zamku kiedyś napisał o pożerającym nas od środka piekle. Gdy człowiek stoi przed człowiekiem, to nie jest w stanie nic pojąć z istoty drugiego, prócz tego, że wie, iż w tym drugim, tak samo jak we mnie, który stoję przed nim, pali się piekielny ogień. Każdego z nas, na różne sposoby, w różnej skali problemów, ten ogień codziennie trawi.

*  *  *

Rozpoczęło się konklawe.

*  *  *

Jerzy Stempowski w jednym z esejów napisał, że Bazylika św. Piotra jest budowlą tak wielką, zbudowaną z takim rozmachem, jak gdyby zawczasu przeczuwano, że kiedyś będzie można nią zaimponować turystom z Ameryki, że ma kilkadziesiąt konfesjonałów, a nigdy nikt tam się nie spowiada i że być może tak naprawdę nigdy się w niej szczerze nie modlono.

*  *  *

Moje oczekiwania względem nowego papieża są zatem skromne: aby wierzył w Boga, żeby głosił Prawdę, iż nie ma zbawienia bez Jezusa Chrystusa i jedyna droga do wieczności prowadzi przez Jego Kościół, że wszystkich nas czeka Sąd Ostateczny i być może piekło, które jako żywo istnieje i jak najbardziej można doń trafić, tak samo jak istnieje diabeł, który ciągle kusi nas do złego. Tyle by mi wystarczyło.

*  *  *

Chodzi za mną ciągle ten Márai. Dziś przyszedł mi na myśl, gdy czytałem antyklerykalny bełkot Marka Migalskiego – politologa, byłego polityka. Autor Sindbada, na marginesie zachodnioeuropejskich ateistów, acz ludzi głęboko zakorzenionych w cywilizacji i kulturze Zachodu, pisał, że „czapkę w kościele zdejmą, gdy już tam przypadkiem trafią, nie szydzą, choć się dziwią, nie bluźnią choć nie rozumieją”. Migalski pod tym kątem jawi się jako nasz swojski homo sovieticus, barbarzyńca prawdziwy. Ech, gdzie ci polscy antyklerykałowie z XIX wieku, z Dwudziestolecia…

*  *  *

Inny z cytat z Máraiego mi się przypomniał. „Pewien lekarz emigrant spisał i ogłosił swoje wspomnienia. Wszyscy opisują swoje życie: stary lekarz, piłkarz, kurwa, pisarz”. Migalski co prawda wspomnień jeszcze nie publikuje, ale kiedyś ogłosił się… pisarzem. Poważnie – wpisał sobie w notę biograficzną, że jest pisarzem. Tak więc za Máraiem można powiedzieć, że wszyscy już mogą być pisarzami: stary lekarz, piłkarz...

*  *  *

Jeszcze słówko a propos twórczości Migalskiego. Taka scena: Kisielewski wydał Sprzysiężenie i jakiś czas później spotkał na Plantach księdza Jana Piwowarczyka, pierwszego szefa „Tygodnika Powszechnego”, do którego – jak wiadomo – pisywał i sam Kisiel. Nie zdążył się jeszcze ukłonić księdzu, gdy ten walnął: „Panie Kisiel, to że Pan pisze pornografię, to rozumiem. Ale, że nudną pornografię, to już jest niewybaczalne”.

*  *  *

Stanisław Stomma na pytanie: gdzie w Trylogii pada zdanie, i kto je wypowiada, „kończ waćpan, wstydu oszczędź”, odpowiadał: - Tak mówiła kniaziówna do Skrzetuskiego.

To i na dziś wystarczy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga